Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
8 postów 16 komentarzy

gryf

gryf - "Zbrodnia jest zbrodnią, agresja jest agresją, bez względu na to, jak wielu obywateli godzi się na takie praktyki. W pojęciu większości nie ma nic świętego. Tłum dokonujący samosądu stanowi przecież większość na swoim terenie." -M.Rothbard

Państwowe, prywatne, działkowe.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Ogródki działkowe są od kilku miesięcy gorącym tematem, więc, jak zwykle, możemy do bólu oglądać, słuchać i czytać pełnych emocji przekrzykiwań na przemian wyśmiewaczy działkowców oraz zdeterminowanych do obrony altanek emerytów.

Zróbmy więc wyjątek i zerknijmy na sprawę od strony ekonomicznej.

Pierwszy rzut oka na rabatki, między którymi znajdziemy dziarsko plewiącego lub wylegującego się przy rozkładanym stoliku właściciela, może być bardzo mylący. Działki nie są bowiem zwykłym hobby. Działki są bardzo, bardzo ekskluzywnym hobby. Wystarczy spojrzeć na mapę dowolnego dużego miasta, np. Wrocławia, by przekonać się ile ogródków znajdziemy w promieniu od trzech do pięciu kilometrów od Rynku: tak, to właśnie te tereny, w których cena metra kwadratowego oscyluje pomiędzy 500 z 1000 zł (a jeśli w niektóryh przypadkach wychodzi poza te granice, to raczej do góry)- lokalizacje, o których wielu przeciętniaków może pomarzyć, jeśli chciałaby kupić mieszkanie, a co dopiero postawić dom!

Niewątpliwie działkowcy są więc beneficjentami systemu, w którym na wyłączność korzystają z wspólnych (państwowch) zasobów (ziemi), na zakup których w warunkach rynkowych w większości najpewniej nie mogliby sobie pozwolić. To łatwo zauażyć. Pytanie brzmi: kosztem czego? Z ekonomicznego punktu widzenia, blokując dostęp do atrakcyjnych działek (ograniczając podaż), windują ceny nieruchomości dookoła, co odbija się w końcu wzrostem kosztów lokali mieszkalnych i usługowych - po prostu kosztach życia. Tracą więc wszyscy, również działkowcy- choć może w mniej spektakularany sposób, niż pozbawione ogródków babacie, to łącznie niewspółmiernie więcej, jeśli porównamy jaką wartość może dać 150m² mieszkańcom osiedla na którym zmieści się kilka pięter mieszkań, apteka na parterze oraz miejsca postojowe w garażu podziemnym w porównaniu do satysfakcji dwóch osób z przysłowiowego machania haczką.

Z drugiej strony można spierać się o wkład kapitału działkowców w użytkowane poletko, a przede wszystkim sytuację, w której ogródek jest "całym życiem" entuzjasty (czyli- gdy przychodzi do rozmów o pieniądzach- każdego działkowca). Powiedzmy sobie wprost: czy działki trafią do gmin i zostaną sprzedane deweloperom, czy działkowcy zostaną uwłaszczeni, w końcu tereny ogródków zmienią właścicieli na prywatnych. W przypadku uwłaszczenia, poddanie ogródkowych włości uwarunkowaniom rynkowym i ogólnie obowiązującym przepisom ukróciłaby problemy w rodzaju nieprzepisowych budowli (jak choćby sławetne trzypiętrowce z ROD Malinka w Warszawie), a w razie objęcia terenu obowiązującymi pozostałą część społeczeństwa podatkami, powinno to byc pozytywnym impulsem motywującym działkowców do racjonalnego zarządzania zasobami (w praktyce- sprzedać działkę za korzystną cenę deweloperowi, zamiast wydawać pieniędze na bardzo drogie hobby).

ROD Gajowice, Wrocław

Warto w tym momencie odnotować, że sami działkowcy, często obawiający się jakichkolwiek zmian, są podatni na absurdalne argumenty, że "działek nie da się sprywatyzować" w rodzaju "a kto zajmie się wspólnymi częściami i wywozem śmieci", podczas gdy rzekome przeszkody są najczęciej identyczne z kwestiami, które dotyczą np. każdej wspólnoty mieszkaniowej i rozwiązuje się je bez żadnego problemu.

Trudno liczyć na idealne rozwiązanie galimatiasu, który rozpoczął się dziesiątki lat temu, w momencie nacjonalizacji terenów pod ogródki- na pewno nie są temu winni działkowcy. Na pewno dezorientować może też zabieranie się za reformy działek przez obecny rząd w tej chwili- trudno powiedzieć, czy jest to kolejny temat zastępczy, o którym za kilka tygodni nikt nie będzie pamiętał, czy też akcja ratowania znajdujących się w opłakanym stanie finansów państwa, ściśle połączona z dzieleniem się przez urzędników i deweloperów pod stołem zyskami ze sprzedaży gruntów w tzw. "przetargach". Ja osobiście wolałbym (poprzez uwłaszczenie) uczynić krezuskami kilka babć, które sprzedadzą swoje 200m² po rynkowej cenie... A Wy?

KOMENTARZE

  • Myślę że jakby zrobić odstrzał deweloperki, tak co 10 rozstrzelać, to by się uspokoili.
    Upychają wszędzie te swoje tandetne lakierowane budy (które trzeba będzie zburzyć wcześniej niż bloki z czasów komuny) niszcząc resztki zieleni w centrach miast i zamieniając je w betonową pustynię. To zwyczajna hołota, która ma na koncie mnóstwo szwindli na gruntach. Z gruntami po firmach państwowych poszło im łatwo, tak jak z gminami z którymi załatwiają budowy w najbardziej absurdalnych miejscach. Działkowcy im się postawili i mam nadzieję że oni im dopieprzą w końcu. Deweloperzy i różni fachmani od "zdobywania" gruntów, to jest temat dla policji i służb specjalnych.
    A Rothbard to taki Trocki lekko zmodyfikowany, jest określany jako anarcho-kapitalista. Ci co się nim chwalą dają tylko o sobie świadectwo. Zresztą do bandyckiej, agresywnej deweloperki pasuje znakomicie. Gangsterka, bandytyzm, rozbój, szybszy podgryza gardło słabszemu, interes społeczny (wspólny) nie istnieje - logika buszu i prymitywu, prowadzi do powrotu do buszu i nędzy w betonowej zrujnowanej pustyni. Nie możemy pozwolić na to, aby banda cwaniaków rujnowała nam miasta.
  • @vortex 04:15:57
    Hmmm... A myślałem, że to właśnie wyjaśniłem: kilkadziesiąt osób korzystających z kilkuset metrów kwadratowych przestrzeni (w formie mieszkań, salonu fryjzerskiego czy też parku - jak wolisz) chyba bardziej zaspokaja interes społeczny niż jedna osoba, która z państwowego nadania okupuje działkę ze szpadlem w dłoni?

    Co do deweloperów - każdy przedsiębiorca na świecie orze jak może i (wyłączmy na chwilę myślenie życzeniowe) nie wygra się z ludzką chęcią zarobku. Problem jest po stronie urzędników, bo ci są opłacani z naszych pieniędzy, aby bronili interesu ogółu, np. przeznaczając część gruntów na pasma zieleni miejskiej (z których, podkreślam, więcej osób skorzysta bardziej niż oglądając czyjeś grządki przez płot). Każdy ma prawo wydawać swoje pieniądze jak chce- za to urzędnik nie ma prawa brać łapówek, bo za to fundujemy mu pensję. Nie ma więc co wieszać psów na przedsiębiorcach (bo oni, stawiając budynki, przynajmniej coś oferują społeczeństwu), natomiast urzędnicy nie wywiązują się z zadania, za które im się płaci. Bez skorumpowanych pracowników państwa, przekręconych przetargów i kontrowersyjnych zapisów Miejscowych Planów Zagospodarowania Przestrzennego, za które odpowiadają urzędnicy, żaden "cwaniak" nie zamieniłby kawałka miasta w betonową pustynię.

    A porównanie Rothbarda do Trockiego - nijak ma się do naszej dyskusji ani do rzeczywistości i jest najbanalniejszym na świecie przypinaniem łatek na oślep, bez przytoczenia jednego sensownego argumentu. Polecam lekturę:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_hominem

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031